sobota, 3 sierpnia 2013

Seção Nono Parte I : "Nie za dużo chcesz wiedzieć?"



NOELA
   Obudziłam się rano i poczułam, że ktoś się do mnie przytula. Na początku się przestraszyłam, ale kiedy przypomniałam sobie, co wczoraj się stało uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Koło mnie leżał nie kto inny, jak Fabio. Po woli wysunęłam się z jego objęć i stanęłam na podłodze. W momencie, kiedy złapałam pion coś mnie zapiekło. No tak, wczoraj przeżyłam pierwszy raz. Popatrzyłam na nogi. Były całe czerwone. Wzięłam z podłogi moją bieliznę i koszulę chłopaka po czym powędrowałam do łazienki. Mam nadzieję, że nie obrazi się za to, że zmarnowałam mu trochę wody i mydła. Ubrałam się w to, co miałam i wyszłam z łazienki. Fabio dalej spał. Przydało by się go obudzić. Już chciałam podejść do łóżka i po prostu go szturchnąć, kiedy wpadłam na genialny pomysł. Mam go obudzić, ale nie powiedziałam, że mam być delikatna. Popatrzyłam na zegarek. Jest godzina siódma. Podeszłam do łóżka i kucnęłam nad chłopakiem. Przybliżyłam usta do jego ucha i powiedziałam całkiem normalnym tonem głosu.
- Fabio, wiesz, że za jakieś pół godziny masz trening? – zapytałam. Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Poderwał się i wbiegł do garderoby. Następnie z jakimiś ubraniami władował się do łazienki. Nie był tam za długo, ponieważ w tempie ekspresowym wyszedł i zaczął pakować torbę. Pff … nawet mnie nie zauważył. Pomyślałam, że uświadomię go o mojej obecności. Odchrząknęłam. On jakby się wtedy obudził. Popatrzył na mnie dziwnie.
- Wcale nie mam treningu, bo jest sobota? – zapytał. Pokiwałam twierdząco głową. – Jeż wiem, jak się czuje Sandra, kiedy ją budzisz. – dodał, po czym jak gdyby nigdy nic podszedł do mnie i pocałował na dzień dobry. – Jakie mamy na dziś plany?
- Nie wiem, jak ty, ale ja idę z dziewczynami do sklepu. – odpowiedziałam.
- Nie da się tego, jakoś przełożyć, żebyśmy spędzili cały dzień razem? – spytał schodząc z pocałunkami na moją szyję. O nie panie Coentrao, ze mną nie tak łatwo.
- Nie da się. Już obiecałam. – powiedział, po czym zwinnym ruchem wyślizgnęłam się spod niego i wstałam z łóżka. Zrezygnowany opadł na poduszki. Zaśmiałam się cicho i poszłam po moją sukienkę. W czymś muszę wrócić. Chciałam wejść do łazienki, żeby się przebrać, ale w ostatnim momencie Fabio zaszedł mi drogę. – Coś się stało?
- Tak. Co się stanie, jeżeli cię nie puszczę? – popatrzyłam na niego, jak na kretyna i chciałam wyminąć, ale on mi nie dał.
- Ja ci dobrze radzę, ty mnie nie wkurzaj.
- Czyli jednak z tobą nie wygram. – wydedukował inteligentnie.
- Nie ma szans.
- No to przynajmniej daj mi się odwieźć do domu.
- No dobrze, już dobrze. – przytaknęłam i po piętnastu minutach siedzieliśmy już w samochodzie piłkarza.

SERGIO (w czasie, kiedy Noela i Fabio się budzili)

    Właśnie patrzę na blondynkę, która leży w moim łóżku. Czy żałuję, że się z nią związałem na stałe? Nie. Zdecydowanie. Dlaczego? Bo jest wyjątkowa. Nie oddał bym jej za żadne skarby świata. Poruszyła się na mojej klatce piersiowej. Nie zdziwiłbym się, gdyby się już obudziła. Patrzę tak na nią od około godziny i wcale nie chcę przestać. Mam nadzieję, że nie będzie żałowała tej nocy, bo nie wiem, co bym wtedy zrobił.
- Jak długo mnie tak już obserwujesz? – miałem rację, że już się budzi.
- Nie wiem. Może godzinę, może dłużej.
- I co jest we mnie takiego interesującego? – zapytała schodząc ze mnie i kładąc się na poduszce obok. Wykorzystałem to i oparłem się po obu stronach jej głowy.
- Wszystko. – wyszeptałem i po raz kolejny pocałowałem namiętnie. Nie trwało to jednak długo, bo dziewczyna wyswobodziła się spode mnie. Westchnąłem ciężko i opadłem głową na poduszki.
- Zbieraj się, bo musisz mnie odwieźć do domu. – powiedziała ubierając się.
- A kto powiedział, że ja cię stąd wypuszczę? – zapytałem z cwanym uśmiechem, którego nie widziała.
- Ja. No już, nie mam czasu, bo muszę wrócić przed Noelą i wyrobić się na spotkanie.
- Zaraz, zaraz. Z kim ty się dziś spotykasz? – moja reakcja była natychmiastowa. Podniosłem się do pozycji siedzącej w momencie.
- Z super, ekstra przystojnym mężczyzną, którego poznałam na czacie. – powiedziała wywracając oczami.
- To w takim razie ci nie pozwalam. – stwierdziłem w całe nie żartując. Sandra popatrzyła na mnie, jakby chciała mnie zabić.
- Po Primo. Nikt mi nie rozkazuje, zawsze robię to, na co mam ochotę. Po Secundo. Może jesteś moim chłopakiem, ale nie pozwala sobie. Po Quatro idę, czy ci się to podoba, czy nie. – zakończyła.
- A po następne właśnie przez to, że jestem twoim chłopakiem, to ci nie pozwalam.
- Właśnie strzelam focha! – powiedziała poważnie i wyszła z pokoju. Zapominając o tym, że jestem w samych bokserkach rzuciłem się w pościg za nią.
- Ej no poczekaj. Chodzi mi o to, żebyś nie spotykała się z facetami, bo będę zazdrosny. – powiedziałem, kiedy złapałem ją przy schodach.
- Kretynie, jak tylko żartowałam. Trochę więcej zaufania do mnie. – warknęła i zeszła po schodach. Rzuciłem się za nią. Skąd ja mogłem wiedzieć, że żartowała. Miała przecież bardzo przekonywujący ton głosu.
- Sandra, poczekaj no. Daj mi się ubrać. – tym razem złapałem ją przy schodach.
- Masz pięć minut. – nie trzeba było mi dwa razy powtarzać.

SANDRA

    Niekompetencja niektórych mnie zadziwia. Poszłam do salonu i usiadłam na jednej z kanap. Rozejrzałam się dookoła. Pierwszy raz jestem w tym pomieszczeniu. Dwie ściany są mocno żółte, a dwie całkowicie przeszklone. Przy jednym z okien stała spora, biała, trzyosobowa kanapa i dwa fotele tego samego koloru. Te meble były skórzane. Naprzeciwko, na ścianie wisiał wielki, plazmowy telewizor. Pod nim, na małej, szerokiej szafce leżało PES3, a obok stał X-boks. Domyślam się, że w szufladach są filmy i gry. Na środku ciemnobrązowego parkietu leżał kudłaty, kremowy dywan. Moje oglądanie przerwał stoper zbiegający po schodach. Nie odzywając się wstałam. A co, niech wie, że się obraziłam. W pewnym momencie, gdy byłam przy drzwiach i miałam je otwierać poczułam, jak Sergio łapie mnie za nadgarstek i odwraca w swoją stronę. Po chwili stałam już przygwożdżona jego cielskiem do ściany. Moje nadgarstki znajdowały się w jego żelaznym uścisku, przygwożdżone do ściany na wysokości moich ramion.
- Księżniczko, wiesz że przesadzasz? – zapytał z cwanym uśmiechem na ustach. Spróbowałam się wyszarpnąć, ale mi nie wyszło, na co chłopak tylko się zaśmiał. Obrzuciłam go spojrzeniem mówiącym, że zaraz go zamorduję i nie będę miała wyrzutów sumienia. – Dobrze wiesz, że ze mną nie wygrasz. – tylko prychnęłam w odpowiedzi.
- Czego chcesz? – warknęłam. Jeżeli zaraz nie wyjedziemy, to nie zdążę przed Noelą i będą pytania typu „z kim byłaś” …
- Oj dobrze wiesz. – odparł i bez ostrzeżenia wpił się w moje usta. Nie, żeby mi się to nie podobało, ale przecież jestem na niego mocno obrażona. Kiedy próbowałam się odsunąć przypomniałam sobie, że za moją głową jest ściana.  – Motorem, czy samochodem? – zapytał, kiedy wreszcie (albo i nie) się ode mnie oderwał.
- Motorem.
- Wiedziałem. – zaśmiał się po czym odsunął się tak, żebym mogła wyjść na zewnątrz. Ramos powędrował za mną. Po chwili siadaliśmy już na jego maszynę. Droga nie trwała długo, ponieważ nie mieszkamy z Noelą daleko, jak się okazuje, a motorem jeszcze szybciej, więc po jakichś dziesięciu minutach stawaliśmy pod klatką. Zeszłam po woli z maszyny. Nie chciałam, bo jest świetna, ale wiadomo. Nie mogę całego życia na niej spędzić.
- Spokojnie, jeszcze nie raz będziesz jechać na tym motorze. – zaśmiał się, kiedy zauważył moje ociąganie. Warknęłam coś nie zrozumiałego pod nosem i już miałam się udać w stronę klatki, kiedy na parking zajechał samochód. Niby nic dziwnego, ale to był samochód Coentrao. No to przesrane. Nie musiałam długo czekać, a wysiadł z niego właściciel, a zaraz potem moja przyjaciółka.

NOELA

     Wysiadłam właśnie z samochodu Fabio, a tu Sandra. Za nią natomiast motor, a na nim jakiś koleś. Nie wiem, kto to, bo ma kask na głowie. Zdziwiłam się, kiedy Fabi do niego podszedł i się z nim przywitał. Popatrzyłam na San z pytaniem wymalowanym na twarzy. Chyba zrozumiała, bo wzięła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę klatki. Nie opierałam się, bo byłam w za dużym szoku. Z kim ona się umawia i jak długo?! Gdy tylko drzwi na klatkę schodową się zamknęły usłyszałam oburzonego Fabio i … Ramosa? A ten co tu robi? Nie, no to ja już nic nie wiem.
    Weszłyśmy z Sandrą do mieszkania, a w momencie, kiedy drzwi się za nami zamknęły ja odzyskałam zdolność logicznego myślenia. Wyszarpnęłam się z uścisku blondynki i nacisnęłam na domofonie guzik, który otwiera klatkę schodową, ponieważ przyrząd już jakąś chwilę dzwonił. Weszłam do kuchni i popatrzyłam na dziewczynę, która łapczywie piła jakiś napój z lodówki.
- Gdzieś była, co żeś robiła, kto to był i skąd tam się wziął Sergio? – nie mogłam się powstrzymać od zadawania pytań, na co Sandra tylko wywróciła oczami. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć, bo drzwi do naszego mieszkania otworzyły się z hukiem, a do pomieszczenia, w którym się aktualnie znajdujemy wpadła dwójka zdyszanych chłopaków.
- Co to za akcja? – zapytał stoper łapiąc łapczywie powietrze w płuca.
- Spontaniczna. – odpowiedziała San i jak gdyby nigdy nic usiadła na blacie kuchennym. – Radzę ci się pospieszyć Noe, bo jest dwunasta, czyli za dwie godziny wychodzimy. – dodała. Popatrzyłam na zegarek i z przerażeniem stwierdziłam, że ma rację. Wzięłam Fabio za rękę i zaprowadziłam go do mojego pokoju, po czym kazałam chwilę poczekać, a sama wzięłam jakieś ubrania i poszłam do łazienki.

SERGIO (kiedy Fabio i Noela wyszli z kuchni)


  Kiedy tylko mój przyjaciel zniknął za drzwiami ja znalazłem się koło mojej dziewczyny, a w następnej chwili już ją całowałem. Wiem, że jest obrażona, ale jej przejdzie. Na początku się stawiała, ale jednak mi się udało przekonać ją, że chce tego pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi.
- Ani mi się waż  stąd ruszać. – pogroziła mi palcem, jak moja mama i zniknęła za drzwiami. Oczywiście nie wytrzymałem długo i poszedłem do niej. Okazało się, że to Clarisse i Irina. No to już wiem, z kim dziewczyny idą na zakupy.
- Cześć wszystkim. – powiedziałem, kiedy zauważyłem, że mnie nie widzą. No tak, kto chciałby w ogóle zwrócić na mnie uwagę.
- Co ty tu robisz? – zapytała zdziwiona Clarisse.
- Mnie również bardzo cię miło widzieć żono mojego przyjaciela oraz ciebie dziewczyno mojego drugiego przyjaciela. – zażartowałem. – A tak na poważnie odwoziłem Sandrę do domu. – Ich miny? Niezapomniane. Popatrzyły na blondynkę pytająco, ale równocześnie z błyskiem w oczach. Baby. Warto było nawet, jeśli Sandra właśnie rzuca się na mnie z pazurami. Głupiutka. Złapałem ja za nadgarstki i pociągnąłem do siebie tak, że ustami przylgnęła do moich.
- Księżniczko, nie bądź taka agresywna. – powiedziałem, kiedy tylko się od siebie oderwaliśmy, za co oberwałem w łeb.
- Dziewczyny chodźcie do salonu, zaraz powinna przyjść Noela. – powiedziała wkurzona mierząc mnie zawistnym spojrzeniem. Chyba coraz bardziej się wkopuję. A co mi tam.

SANDRA

     Właśnie wchodzimy z dziewczynami do salonu. Nie wiedziałam, że Clarisse kogoś przyprowadzi, ale tak naprawdę mi to nie przeszkadza. A wracając do Ramosa. Mam ochotę zabić Wilka. Jednak na razie nie będzie mi to dane, bo stwierdził, że nie będzie nam przeszkadzać i po prostu poszedł.
- Co to było? – wypaliła żona Marcelo. No tak mogłam się tego spodziewać.
- Nic wielkiego. – chciałam ich zbyć taką odpowiedzią, ale chyba jednak mi się nie udało, bo popatrzyły na mnie, a potem na siebie. No tak, czego ja się mogłam spodziewać.
- Ja to nic takiego?! – krzyknęły w tym samym momencie. A myślałam, że tylko ja i Noela tak mamy. No cóż, chyba jednak nie.
- No nic wielkiego. Tak się chyba powinna zachowywać para. – wypaliłam, za nim zdążyłam ugryźć się w język. Ja to jednak powinnam nauczyć się panować nad słowami.
- Jaka para? – zapytała wchodząc do pokoju szatynka. Jeszcze tylko jej tu brakowało.
- No ty i Fabio. – odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Myślałam, że zabije mnie spojrzeniem.
- Dobra, nie wnikam. – powiedziała Clarisse, jakby budząc się z transu. – Noela, poznaj. To dziewczyna Crisa, Irina Shayk. – dodała.
- Hej. – uśmiechnęła się Rosjanka (czyta się czasami gazety, a co?) i wyciągnęła rękę w kierunku pół Portugalki, pół Polki. Ta uścisnęła ją bez najmniejszego zawahania.
- Noela, bardzo mi miło. – odpowiedziała.
- To co, idziemy? – zapytała Brazylijka.
- Daj mi chwilę. Muszę się przebrać. -  powiedziałam i zniknęłam w łazience z nowymi, czystymi ubraniami.

30 minut później.

    Właśnie wchodzimy do pierwszego sklepu w galerii. Oczywiście jest to salon z aparatami, bo Noela tak chciała. Chociaż nie dziwię jej się. W końcu tak długo czekała na ten aparat. Oczywiście długo na niego zbierała, ale dzięki temu stać ją na jeden z lepszych. Potem rzuciłyśmy się w wir zakupów.

NOELA (po zakończeniu zakupów)

    Nie czuję nóg! No ale co się dziwić. Przeszłyśmy wszystkie sklepy. Oczywiście, ja nie za bardzo miałam kasę, bo wszystko poszło na aparat, ale tekst „to do ciebie pasuje, bierzemy bez dyskusji” plus to, że dziewczyny płaciły wzbogaca moją szafę o kilka nowych rzeczy. Nie chciałam, żeby za mnie płaciły, ale cóż. Ktoś mądry powiedział, że z babami nie wygrasz.
   Siedzimy właśnie w jakiejś lodziarni. Jest takie gorąco, że należy nam się cos chłodnego. Od razu mówię, to nie ta lodziarnia, w której spotkałyśmy tych patafianów z EURO. O nie, tam już moja noga więcej nie postanie. Za duży przypał, nawet jak na mnie i Sandrę.
- To do zobaczenia następnym razem. – powiedziała Irina, kiedy odwiozłyśmy ją pod dom Crisa.
- Zadzwoń do nas kiedyś z Los Angeles. – wydarłam się, kiedy już odjeżdżałyśmy, na co modelka tylko się zaśmiała i pomachała nam. Następny z kolei był dom Clarisse. Tam droga była dłuższa, ponieważ mieszkali z Marcelo na samych obrzeżach Madrytu. Postanowiłyśmy umilić sobie jakoś drogę, włączając radio. Zaczęłyśmy śpiewać jakąś piosenkę. Nie wychodziło to nam wcale, a że miałyśmy całkiem odsunięte okna, to ludzie patrzyli na nas, jak na jakieś nienormalne. Po około trzydziestu minutach jazdy dojechałyśmy na miejsce.
- No to się zdzwonimy, prawda?  - zapytała na odchodnym Clarisse.
- Oczywiście. – odpowiedziałyśmy równo z Sandrą i odjechałyśmy pod nasz blok.
 
SANDRA (salon dziewczyn)

- Nie czuję nóg. – jęknęła Noela rozwalona na fotelu.
- Ja też nie. Dawno się tyle nie ołaziłam. – odpowiedziałam. – Która godzina?
- Nie wiem, nie chce mi się sięgać po telefon.
- No wiesz, co … - ostatkami sił włożyłam rękę do kieszeni i wyjęłam telefon. – Osiemnasta. Trzeba się zbierać, bo Ramos zaraz przyjdzie. – zwlekłam się jakimś cudem z łóżka i powędrowałam do łazienki. Nie dane mi jednak było nawet zamknąć drzwi, a Noela stała przy nich.
- Zapomniałabym. Jak to między wami teraz jest?
- Nie za dużo chcesz wiedzieć? – zapytałam wypychając ją z łazienki i zamykając drzwi. Mycie się zajęło mi około piętnaście minut. Nie było to długo, jak na mnie.
     Właśnie wchodziłam przebrana i odświeżona do salonu. Widok, jaki tam zastałam nie da się z niczym porównać.
 ______________________

Nie zabijać ...
Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale mam swoje usprawiedliwienie !!! Wakacje. Wiem, że z powodu czasu wolnego powinnam dodawać więcej rozdziałów, ale ludzie !!!  Mnie nie ma w domu od godziny dziewiątej do dwudziestej trzeciej !!! 
Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta.
I mam pytanie. Co tam u was? Jak wakacje mijają, bo moje są zajebiste ;3
Tak, jak już powiedziałam mnie nie ma cały dzień w domu. Chodzę z przyjaciółką na mecze, a jutro są Monster Tracki *.* Oczywiście mnie tam nie zabraknie :D
10 wyjeżdżam do Niemiec. Będę w Leverkusen ok. 80 km od kochanego Dortmundu ;3
Jak się uda to będę na meczu ;3 A, jak nie to i tak zwiedzę stadiony ;3
Pozdrawiam i zapraszam na opowiadanie mojej przyjaciółki:   http://it-s-so-easy.blogspot.com/ o Gunses 'n' Roses

wtorek, 2 lipca 2013

Seção Oitavo: " Pieprzyć to!"



- Kurwa. – skomentowałam. No to już po moim spokojnym życiu w Madrycie.
- Może nie będzie aż tak źle. – powiedziała niepewnie Sandra.
- Aż tak źle? – zapytałam z ironią w głosie. – Będzie beznadziejnie. – dodałam. Wstałam od komputera. San powiedziała, że przeczyta ten artykuł do końca. Po co? Nie wiem, nie pytajcie mnie tylko jej. Zrezygnowana udałam się do salonu i zasiadłam na kanapie przed telewizorem bez pomysłu, na dalsze wykorzystanie tego jakże zajebiście zapowiadającego się dnia.
- Całkiem fajne zdjęcia wstawili. – powiedziała Sandra, wchodząc do salonu.
- Weź nic nie mów. Mam nadzieję, że w Polsce tego nie pokazali, bo będę musiała wracać do domu w trybie przyspieszonym. – odpowiedziałam. – Co dziś robimy?
- Nie mam zielonego pojęcia, co chcesz robić, ale odwołaj wszystko, bo za jakieś pół godziny wychodzimy na basen.
- Wiesz co? Bardzo chętnie zrezygnuję z leżenia przed telewizorem i pójdę z tobą na basen.
- No więc idź się spakować. – powiedziała,  ja bez słowa sprzeciwu udałam się do swojego pokoju, żeby przebrać się w strój kąpielowy, a do torby włożyłam grzebień, suszarkę i ręcznik. Weszłam do kuchni po jakąś wodę i poszłam do przedpokoju, gdzie ubrałam buty. Po chwili przyszła San. Nie minęła minuta i siedziałyśmy w samochodzie.
      Na miejscu tak, jak myślałyśmy, było strasznie dużo ludzi. Nie ma się co dziwić, w końcu jest ponad trzydzieści stopni Celsjusza. Masakra. Weszłyśmy do środka, gdzie przywitał nas przyjemny chłodek. Muszą mieć klimatyzację. Dostałyśmy numerki i poszłyśmy do szatni, gdzie zostawiłyśmy nasze rzeczy. Okazało się, że San wybrała całkiem fajny strój.
     Kiedy wyszłyśmy na pole od razu wskoczyłyśmy do basenu, bo po co czekać? Jestem pewna, że ludzie nas nie lubią. Taak, kiedy jesteśmy na basenie zachowujemy się, jak dzieci. Zresztą my zawsze zachowujemy się, jak dzieci. Jednak było jeszcze coś. Kiedy koło nas przechodziła grupa dziewczyn mniej więcej w naszym wieku, to chyba miałyśmy od ich spojrzenia zginąć. Domyślam się więc, że artykuł był jednak dość popularny. Nie ma co. Trzeba się pilnować, bo jeszcze naprawdę możemy zginąć. Masakra. Koło godziny dwudziestej postanowiłyśmy, że będziemy się zbierać. Weszłyśmy do szatni. Ustaliłyśmy, że ja pierwsza się przebieram, a San suszy włosy.
      Pomyślałyśmy, że jeszcze za wcześnie, żeby wracać do domu. Znalazłyśmy jakąś knajpę. Okazało się, że za piętnaście minut chłopcy będą grać. No to sprawę, dlaczego wczoraj na imprezie byli Cesc i Jordi. Nie zwracając zbytnio uwagi na protesty mojej przyjaciółki usiadłam przy stoliku, żeby dobrze widzieć telewizor. Zamówiłam jakiś napój. Nie, nie miał procentów.
Po meczu.
    Właśnie wychodzimy z baru. Ja zadowolona, że Real Madryt wygrał z FC Barceloną dwa do zera, a Sandra narzekająca, że się nie wyśpi. Mniejsza. Fabio zaliczył żółtą kartkę, ale wyglądał słodko, jak się zezłościł. On zawsze wygląda słodko.
- Człowieku, czy ty kiedykolwiek wstałaś rano i powiedziałaś „ale się wyspałam”? – zapytałam podirytowana jej ciągłym narzekaniem, kiedy wchodziłyśmy do domu.
- Tak. – odpowiedziała. Popatrzyłam z powątpieniem wyraźnie wymalowanym na twarzy. – Zapomniałaś o tych pięknych dniach „ wstaję rano, a tu popołudnie”? – zapytała zrezygnowana.
- Jak mogłabym zapomnieć wstajesz wtedy o czwartej, jak nie później. – powiedziałam wywracając oczami.
- No, więc może odpuścisz sobie w tą sobotę i dasz mi się wreszcie wyspać?
- A co? Poddajesz się? – zapytałam z wrednym uśmieszkiem i nie czekając na odpowiedź weszłam do łazienki.
- NIGDY!!! – usłyszałam przez zamknięte drzwi, na co tylko się zaśmiałam.
Rano
     Tego, co się dziś rano stało nie spodziewałabym się nigdy. Otóż śpię sobie, jak gdyby nigdy nic, a tu coś zimnego leje mi się po plecach. Na początku pomyślałam, że mi się coś śni, więc przewróciłam się na plecy i mocniej okryłam kołdrą. W dość drastyczny sposób okazało się, że prawda jest inna. A mianowicie zimna ciecz polała mi się tym razem po twarzy. Zerwała się do pozycji siedzącej krzycząc, że się topię.

SANDRA (w czasie, kiedy Noela jeszcze spała)

   Obudziłam się rano za pomocą budzika, ale nie tego, który nazywa się Noela, tylko tego zwykłego, w telefonie. Bardzo trudno było mi się zwlec, szczególnie na porę, jaką wczoraj położyłam się spać, ale kiedy brałam zimny prysznic mój stan nieco się poprawił. Ubrałam się i poszłam do kuchni. Pomyślałam, że śniadanie zjem później, bo Noela może się obudzić wcześniej. Wzięłam z lodówki butelkę zimnej wody i udałam się w kierunku pokoju Noeli. Weszłam do niego po woli i zaczęłam lać spokojnie dziewczynie zimną wodą po plecach. Jedyną jej reakcją było obrócenie się i zakrycie kołdrą. Lekko podirytowana wylałam jej resztę zawartości na twarz. Nie musiałam długo czekać na jej reakcję. Zaczęła się drzeć, że się topi. Ja natomiast wybuchłam głośnym śmiechem. Zdziwiona Noela popatrzyła na mnie.
- Ale jak? Przecież ty zawsze śpisz najdłużej. – powiedziała z oczami, jak pięciozłotówki. Jej stwierdzenie rozśmieszyło mnie jeszcze bardziej.
- Jak widać istnieją jeszcze inne sposoby budzenia się, niż twoja pomoc. – wysapałam ścierając łzę, która poleciała mi ze śmiechu. Podniosłam się i podeszłam do drzwi.
- Osz ty wredna krowo! – krzyknęła i rzuciła we mnie poduszką, ale ja byłam szybsza i zamknęłam drzwi, zanim zabójcza broń mojej przyjaciółki zdążyła do mnie dolecieć. Poszłam do kuchni zjeść śniadanie. Nie musiałam długo czekać, a Noe przyszła do mnie z chęcią mordu wymalowaną na twarzy.
- Czyżbym przerwała ci jakiś zajebisty sen z Fabio w roli głównej? – zaśmiałam się balansując na granicy wytrzymałości nerwów mojej rozwścieczonej przyjaciółki.
- Jeszcze się odwdzięczę. – zagroziła, po czym najprawdopodobniej poszła się umyć. Dobra. Jaki mam plan na dziś z Ramosem? Otóż stoper musi jakoś przekonać Coentrao, żeby umówił się z Noelą. Oczywiście ten nie chce tego zrobić, bo boi się, że Noe go wyśmieje, a dziewczyna nie zrobi tego, ponieważ boi się, że chłopak ją wyśmieje. Tak, to zdecydowanie jest skomplikowane, ale muszę jej jakoś pomóc.
    Po około piętnastu minutach moja przyjaciółka wróciła do kuchni. Nie powiedziała nic. Domyślam się, że jest obrażona. A co ja mam powiedzieć, kiedy ona robi mi takie numery? No cóż, muszę się jakoś pogodzić z jej trudnym charakterem.
   Nie odezwała się do mnie nawet, kiedy wychodziłyśmy. Po dojechaniu do sklepu dalej cisz z jej strony. To po woli staje się nie do wytrzymania. Zaraz jej coś nagadam. No może nie zaraz, ale na pewno, jak skończymy pracę. No chyba, że pewien blondyn zmieni zdanie co do randki z nią. Wtedy przełożę to na jeszcze późniejszy termin …

SERGIO (trening)

    Od jakiejś pół godziny trwa trening, a ja od tego czasu staram się wmówić temu idiocie, że Noela na pewno go nie wyśmieje, kiedy zapyta się ją o randkę. Po woli zaczynam tracić cierpliwość.
- Fabio, ona naprawdę chce się z tobą umówić. – powtarzam to zdanie, jak mantrę, ale to i tak nic nie daje. Jeżeli on znów odmówi, to ja sobie coś zrobię. Wspomniałem, że Iker i Marcelo też starają się mu przemówić do tego pustego łba? Nie? No to właśnie mówię.
- Akurat. Zrozumcie wreszcie, że Noela nie chce mnie znać. – odpowiedział. Jęknąłem w geście całkowitego zrezygnowania.
- A to na imprezie? – zapytał Brazylijczyk.
- Na imprezie była pijana.
- Podobno pijani mówią prawdę. – poparł Marcelo Iker.
- Nie ona.
- Ale ty jesteś uparty. – powiedział Karim, który najwyraźniej od dłuższego czasu przysłuchiwał się naszej rozmowie. Portugalczyk nic nie dopowiedział, tylko pobiegł dalej. O nie. Ja cię dorwę po treningu.
Po treningu, szatnia.
     Wszyscy są już prawie przebrani i wychodzą z szatni. Zauważyłem, że Iker zamknął drzwi na kluczyk, kiedy zostaliśmy tylko ja, bramkarz, Marcelo, Karim i Ronaldo. Cała reszta poszła, bo byłoby nas za dużo. Fabio, który właśnie wyszedł spod prysznica zaczął się przebierać.
- Co wy tu jeszcze robicie? – zapytał zdziwiony, kiedy zobaczył nas siedzących i przebranych.
- Czekamy na ciebie. – odpowiedział Francuz.
- Nie uważasz, że zabrzmiało to trochę dramatycznie. – zaśmiał się, a przynajmniej próbował. – Po co mielibyście na mnie czekać?
- Nie udawaj, że nie wiesz. – odparł Iker.
- Nie udaję, myślałem, że już wszystko sobie wyjaśniliśmy. – powiedział wciągając na siebie koszulkę.
- No właśnie nie. Cały czas próbujemy ci wmówić, że Noela chce tej randki. – warknął w stronę swojego rodaka Ronaldo.
- Ja i tak wiem swoje. – odparł, po czym chciał otworzyć drzwi, ale z wiadomych przyczyn mu się nie udało. – Bądźcie grzecznymi chłopczykami i otwórzcie te cholerne drzwi. – dodał, kiedy szarpanie z przedmiotem nic mu nie dało.
- Najpierw posłuchasz, co Sergio ma ci do powiedzenia. – powiedział Karim, a Fabio popatrzył na mnie.
- Nie będę niczego słuchał. – warknął.
- Będziesz musiał. – odparł Cris, po czym on i Benzema wzięli go pod ramiona i posadzili na ławce. Oczywistym było, że zaczął się drzeć i wyrywać, jak głupi, ale nic mu to nie dało. Kiedy już siedział chłopaki dalej go trzymali, wiadomo, dlaczego.
~~ Spokojnie trenerze. Chłopaki próbują przemówić komuś do rozsądku. – usłyszeliśmy głos Mesuta zza drzwi. Postawiliśmy jego i Pepe przed drzwiami, jakby ktoś chciał wejść.
- Trenerze, niech im trener każe otworzyć. – zaczął się drzeć Fabio. Marcelo złapał go za buzię tak, żeby mi nie przerywał.
- Teraz słuchaj uważnie. Od jakiegoś czasu spotykam się z Sandrą. Nie, nie na randkach. Planujemy to, jak ciebie i Noelę zeswatać. I nie patrz tak na mnie. Ona cię kocha ty debilu. To co powiedziała na imprezie było całkiem prawdziwe. Ona naprawdę boi się, że wolisz Carme i dlatego nie wchodzi ci w drogę, a obraziła się, bo myślała, że ten dłuższy trening to była wymówka, do sam wiesz czego. Sandra mówi, że już nie raz płakała, więc ty teraz ruszasz dupę i coś z tym robisz. Są po pracy, więc na pewno siedzą w domu.
- Noe płakała przeze mnie? – zapytał patrząc w jeden punkt. – Otwieraj drzwi. – popatrzył na mnie tak, jakby chciał mnie zabić. Pokazałem tylko Ikera. Bramkarz bez wahania oddał kluczyk. Po chwili było już tylko słychać przeklinanie Pepe, który oberwał drzwiami.
- Uda mu się? – zapytał Marcelo.
- Tak. – odpowiedziałem pewnie.

FABIO

     Właśnie dojeżdżam pod blok dziewczyn. Zauważyłem ich samochód, czyli są w domu. No to teraz najważniejsza chwila w życiu. Powiem jej. Wszedłem po schodach, bo winda za szybko jedzie i mógłbym nie zdążyć czegoś wymyślić. Moje starania i tak okazały się daremne, ponieważ, gdy drzwi się otworzyły wszystko zapomniałem.
- Hej Sandra, jest Noela. – zapytałem.
- Jest w swoim pokoju. – dziewczyna dobrze wiedziała, co chcę zrobić, ponieważ była w zmowie z Ramosem. Zaprowadziła mnie pod drzwi pokoju Noeli. Wszedłem bez pukania. Była zdziwiona, że mnie zobaczyła. – Hej. – przywitałem się.
- Cześć. – odpowiedziała przyglądając mi się uważnie, jakby nie była pewna, czy to ja.
- Muszę ci coś ważnego powiedzieć.
- Słucham.
- Bo ja chciałem. Ja muszę. Ja. – zacząłem się jąkać. – Och, to bez sensu. – powiedziałem zrezygnowany, po czym podszedłem do stojącej przede mną dziewczyny i najnormalniej w świecie ją pocałowałem. Na początku była zdziwiona, ale po chwili zaczęła oddawać moje pocałunki. Kiedy to zrobiła byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Jej usta były takie delikatne, jak sobie to wyobrażałem, alno nawet lepsze. Miały smak pomarańczy, którą przed chwilą jadła. Nie mogłem sobie wmyśleć lepszego pierwszego pocałunku z tą dziewczyną.

SANDRA

      Właśnie wysyłam zdjęcie całujących się Fabio i Noe do Ramosa. Jeszcze nigdy nie byłam aż tak zadowolona z siebie.
* Powiedz temu kretynowi, że życzę mu szczęścia. – dostałam w odpowiedzi i uśmiechnęłam się do siebie.

NOELA

    Muszę przyznać, że byłam zdziwiona, że Fabio do mnie przyszedł. Zdziwiłam się jeszcze bardziej, kiedy zaczął się jąkać. Zupełnie nie rozumiałam, o co może mu chodzić. Jedna, kiedy zaczął mnie całować byłam najszczęśliwszą osobą na całej planecie. Na początku nie wiedziałam, co zrobić, ale po chwili zaczęłam oddawać pocałunek. Jęknęłam w geście niezadowolenia, kiedy chłopak się ode mnie oderwał.
- Kocham cię, Noela. – usłyszałam z ust, które przed chwilą mnie całowały.
- Ja ciebie też kocham, Fabio. – odpowiedziałam patrząc w jego oczy.
- Więc nie ma przeszkód, żebyś się ze mną w piątek umówiła.
- Najmniejszej. – odparłam.   
- A teraz co robimy?
- Siedzimy.
- Noela, nie wkurzaj mnie. Może gdzieś pójdziemy coś zjeść? Założę się, że jeszcze nie miałyście obiadu.
- Nie. Możemy gdzieś iść. – po chwili wychodziliśmy z mojego i Sann mieszkania. Okazało się, że chłopak wziął mnie tam, gdzie za pierwszym razem jedliśmy obiad. Nie protestowałam, ponieważ bardzo mi smakowało, a ja lubię dobre jedzenie.
- Hej, Noela. Słuchasz mnie w ogóle? – zapytał, kiedy po jakimś czasie nie odpowiadałam. Myślałam o San i o tym, że to na pewno ona ma coś wspólnego z tym, że Fabio mnie pocałował.
- Myślałam, o tym, kto pomógł Sandrze przekonać cię do tego pocałunku. – odpowiedziałam szczerze.
- A ja wiem, kto to był. – odpowiedział.
- Powiedz. – zażądałam.
- Coś za coś. – zaśmiał się.
- Nie, to nie. – odpowiedziałam wstając od stolika, bo już skończyłam jeść. Skierowałam się do samochodu. Po chwili usłyszałam, jak chłopak za mną biegnie.
- No nie bocz się Maleństwo.
- A powiesz?
 - Powiem, już powiem. Ukartowali to wszystko z Sergio. – cała krew odpłynęła mi z twarzy. Czyżby blondynka poświęciła się aż tak? – Stało się coś?
- Tak. Teraz ja pomagam San. Masz jutro zapytać, czy Ramos coś do niej czuje.
- Dlaczego?
- Bo ona do niego dużo. Za to wtedy miałam go zabić.
- To znaczy? – chyba nie zrozumiał koncepcji.
- Chodziło mi o to, że rozkochał w sobie moją przyjaciółkę.
- Aha. – odpowiedział chyba trawiąc to, co mu powiedziałam. – I wtedy, jak byliśmy u was to patrzyłaś z takim błyskiem w oku, bo chciałaś mu o tym powiedzieć?
- Nie o tym, ale to było ciekawe. – odpowiedziałam. – Będę już szła. – dodałam, kiedy chłopak zaparkował pod moim blokiem. Nie zdążyłam jednak nic zrobić, ponieważ Fabio pocałował mnie dziś po raz drugi.
- Teraz możesz już iść. – wyszczerzył się.
- Głupek. – powiedziałam, po czym wyszłam z samochodu.
- Wyglądasz tak, jakbyś wygrała milion na loterii. – takim oto stwierdzeniem powitała mnie przyjaciółka, kiedy weszłam do salonu.
- Prawie zgadłaś. – zaśmiałam się. – Dlaczego Sergio? – zapytałam.
- Nie wiem, tak jakoś był dostępny na twoim Facebook’u… - powiedziała i zakryła ręką usta.
- Grzebałaś na moim Fejsie? – zapytałam patrząc na nią z mordem w oczach.
- Dobrze wiesz, że to dla twojego dobra. – odparła przyjaciółka.
- Nigdy więcej tego nie rób. – zagroziłam, po czym podniosłam się z kanapy. Jest dwudziesta pierwsza, a ja nie zamierzam po raz kolejny być obudzona w tak brutalny sposób, jak dziś. Wiem, wiem. To samo robię San, ale przecież kawały są śmieszne, kiedy ktoś inny jest ich ofiarą.
FABIO (szatnia przed treningiem)

       Właśnie zacząłem przebierać się w strój treningowy, kiedy do szatni wparował wyraźnie zadowolony z siebie Sergio.
- Siemanko wszystkim. – powiedział na wstępie.
- Co się tak szczerzysz? – zażartował Cristiano.
- Ja? Nie, po prostu spełniłem dobry uczynek. – odpowiedział. No to już wiem, o co mu chodzi.
- Ty i dobre uczynki? – zażartował Iker. – To się nie łączy w żaden sposób.
- Nie widzę w tym nic dziwnego. Przecież jestem bardzo dobrym człowiekiem. – oburzył się El Lobo.
- A coś ty takiego zrobił, bohaterze? – zapytał rozbawiony Mesut.
- Jak to co? To wy nie wiecie, że szanowny pan Fabio Coentrao będzie się żenił, dzięki mnie oczywiście. Gdyby nie ja nigdy ni wyznał by tego, co czuje. – zacmokał.
- Zamknij się. – warknąłem w jego kierunku.
- No co? Przecież taka prawda.
- Gówno prawda. Jeszcze jej nawet nie zapytałem, czy będzie ze mną chodzić. – odpowiedziałem wiążąc buta.
- Ale przecież Sandra wysłała mi zdjęcie, jak się całujecie. – wypalił zdezorientowany, a ja gwałtownie podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Że co?! – krzyknąłem na całe gardło.
- Nie, nic. – odpowiedział i wyszedł z szatni. O nie panie Ramos. Ze mną nie tak łatwo. Później pokażesz mi to zdjęcie. Teraz mam coś ważniejszego do załatwienia. Wybiegłem na murawę, po czym odszukałem wzrokiem Sergio i podbiegłem do niego.
- Mam pytanie. – powiedziałem, kiedy już go dogoniłem.
- Wal śmiało.
- Ale musisz mi powiedzieć prawdę, bo to bardzo ważne. – upewniłem się, na co odpowiedział mi skinieniem głowy, że rozumie. – Czy podoba ci się Sandra?
- To znaczy wiesz … Jest całkiem ładna i ma fajny charakter. Na pewno podoba się wielu facetom… - zaczął wymigiwać się od odpowiedzi.
- Miałeś powiedzieć szczerze. – przypomniałem mu.
- Czy wy przypadkiem nie chcecie pobawić się we mnie i w Sandrę? – zapytał lekko podirytowany.
- Oj nie ważne, po prostu odpowiedz. – jęknąłem.
- A więc jednak. Wiesz, ja przynajmniej byłem trochę bardziej dyskretny. – zaśmiał się.
- Odpowiesz? – zapytałem zrezygnowany?
- Nie. Powiem tylko tyle, że ja nie potrzebuję pomocy. – zapewnił, po czym pobiegł przed siebie, a ja potarłem twarz w geście zrezygnowania.

NOELA (piątek po pracy)

   Aaaaa!!!! Dostałam wypłatę! To znaczy, że pierwszym sklepem, jaki jutro z dziewczynami odwiedzimy będzie salon z aparatami. Tak się strasznie cieszę. Już nie mogę się doczekać jutra. Drugim powodem dla którego należy się dzisiaj cieszyć jest randka z Fabio, do której mam godzinę. Siedzę sobie właśnie w wannie, ale już chyba pora wyjść. Tak, najwyższa. Wypuściłam więc wodę, zawinęłam się ręcznikiem i poszłam do pokoju. Stanęłam przed szafą i znów ten sam problem. Nie mam się w co ubrać! Po piętnastu minutach bezczynnego gapienia się i wyrzucania wszystkiego udało mi się coś wybrać. Ubrałam się w to i zrobiłam lekki makijaż. Weszłam do salonu, gdzie o raz wtóry Sandra kisi dupę przed telewizorem. Kiedy mnie zobaczyła zrobiła wielkie oczy.
- Ty się w tych szpilach bardzo szybko zabijesz. – powiedziała na wstępie.
- Też się cieszę, że ci się podoba. – powiedziałam wywracając oczami.
- Nie no. Podobać mi się podoba, ale ja nie podejrzewałam cię o to, że na trzeźwo założysz takie buty.
- Zamknij się, bo wcale nie pomagasz. – powiedziałam i właśnie wtedy zadzwonił dzwonek. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Stał w nich odpicowany Fabio. Na początku na mnie nie patrzył, ale kiedy podniósł wzrok miał taki sam wyraz twarzy, jak San.
- Cześć Fabio. – powiedziałam, kiedy od dłuższego czasu nie kontaktował.
- Jesteś przepiękna, tylko te buty. Martwię się, czy dasz radę w nich gdziekolwiek dojść. – powiedział, a ja usłyszałam, jak San śmieje się za mną.
- No dzięki, wiecie. Więcej wiary człowieka w człowieka. – powiedziałam wkurzona, po czym nie czekając na chłopaka zeszłam po schodach.
- Oj nie ocz się. – powiedział łapiąc mnie od tyłu w pasie.
- Ja się nie boczę. – warknęłam, na co Fabio tylko się zaśmiał i odwrócił mnie do siebie przodem.
- W takim razie nie zachowuj się, jak dziecko. – chciałam coś mu odpowiedzieć, ale znów mnie pocałował. Nie powiem, żeby mi się nie podobało, ale nie dam się tak łatwo.
- Chciałam powiedzieć, że … - i po raz kolejny uciszył mnie w najlepszy sposób, jaki istnieje.
- Już? – zapytał z uśmiechem.
- Nie szczerz się tak, bo ktoś ci zęby wybije. – warknęłam, co skwitował śmiechem. Podszedł do samochodu i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Na miejsce dojechaliśmy w ciszy, ale nie było ona niezręczna. Okazało się, że Fabio zabrał mnie do najdroższej restauracji w mieście.
- Ja tam nie wejdę. – powiedziałam stanowczo, kiedy otworzył mi drzwi, żebym wysiadła.
- Dlaczego? – zdziwił się.
- Bo mnie nie stać. – odpowiedziałam patrząc w przednią szybę.
- Ale nie myślisz chyba, że dałbym ci zapłacić.
- Ale nie myślisz chyba, że widzę inną opcję. – powiedziałam. – Więc bądź grzecznym chłopczykiem, wsiąć z powrotem za kierownicę i zabierz nas gdzie indziej. – dodałam.
- Ech Maleństwo, czy z tobą zawsze musi być pod górkę? – westchnął, po czym bezceremonialnie wziął mnie na ręce.
- Postaw mnie na ziemię! – rozkazałam wyrywając się.
- A będziesz grzeczną dziewczynką i wejdziesz do środka? – zapytał.
- No już dobra, dobra.
- Nie można było tak od razu. – zaśmiał się, po czym postawił mnie na nogi. Weszliśmy do środka, a kelner zaprowadził nas do zarezerwowanego stolika i podał nam karty. Nie było w nich cen, więc domyślam się, że są one z kosmosu.
- Co zamawiasz? – zapytał Fabio.
- Wodę.
 - A na obiad?
- Wodę.
- Maleństwo.
- Co?
- Czy mogę już odebrać zamówienie? – naszą inteligentną rozmowę przerwał ten sam kelner, który wcześniej zaprowadził nas do stolika.
- Oczywiście. Proszę dwa razy spaghetti oraz wodę i wino półsłodkie. – powiedział Portugalczyk, a ja myślałam, że go zabiję.
 - Obiecuję ci, że jak stąd wyjdziemy, to zginiesz.
- Tak, tak.
- I po co to wino, przecież prowadzisz. – zdziwiłam się, kiedy przeanalizowałam zamówienie.
- Kto powiedział, że a je będę pić.  – odpowiedział.
- Nie dożyjesz jutra, obiecuję.

SANDRA

     Po wyjściu Noeli od razu podeszłam do okna. Zauważyłam, jak się całują, więc bez zastanowienia zrobiłam im zdjęcie. Kiedy odjechali poczłapałam przed telewizor. Znów pewnie będę się nudzić. No cóż. Takie życie najlepszej przyjaciółki. Szkoda tylko, że w telewizji same nudy. Mogli by się wysilić i puścić coś ciekawego, przecież mamy piątek. Zdziwiłam się, kiedy po jakimś czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie zastanawiając się długo, kierowana głównie ciekawością podniosłam się i poszłam otworzyć. Za progiem stał Sergio z kaskiem w ręku.
- Hej. – powiedział i się wyszczerzył.
- No hej. Chciałeś coś? – zapytałam.
- Wiem, że nic nie robisz, więc porywam cię na randkę. – powiedział, jakby to było najnormalniejsze w świecie, że stoi teraz w moich drzwiach i mówi „porywam cię na randkę”.
- Skąd pewność, że nic nie robię? Może oglądam jakiś super ciekawy film?
- I po twoim wyglądzie, kiedy otworzyłaś drzwi widać to najlepiej. – zaśmiał się.
- No ha, ha. Wejdź i poczekaj, ogarnę się.
- Załóż długie spodnie i jakąś bluzę, albo jak masz to skórę. – powiedział.
- Dlaczego? – zapytałam podnosząc jedną brew w geście zdziwienia.
- Zaufaj mi. – powiedział rozsiadając się na kanapie w salonie. Nie protestując za dużo poszłam do pokoju i przebrałam się. Kiedy weszłam do pokoju Sergio właśnie oglądał jakiś kanał muzyczny, gdzie leciało „ Z dzida pradziada” (KOCHAM <3).
- Całkiem fajną macie muzykę w Polsce. – powiedział, kiedy mnie zobaczył.
- Nie całkiem fajną, tylko najlepszą. – odpowiedziałam krzyżując ręce na wysokości piersi.
- Nie prawda. Najlepsza jest w Hiszpanii. – odpowiedział uśmiechając się zadziornie.
- Nie ma lepszego rapu, niż polski. – powiedziałam zaznaczając dobitnie każde słowo.
- Jest, hiszpański.
- W takim razie sam sobie jedź na randkę. – powiedziałam obrażona siadając po turecku na fotelu.
- To są klucze do waszego mieszkania? – zapytał wskazując na pęk kluczy leżących na stoliku.
- Tak. – odpowiedziałam podnosząc jedną brew zdziwiona, po co mu ta wiedza. Przekonałam się dość szybko. A mianowicie stoper wziął do ręki klucze, a mnie przewiesił sobie przez ramię tak ,jak bym była pięciokilogramowym workiem ziemniaków. Oczywiście zaczęłam się z całej siły wyrywać. Biłam pięściami w jego plecy, ale on kwitował to tylko śmiechem. Do drugiej ręki wziął kask. Wyszedł przed drzwi. Nie zwracając uwagi na to, że jesteśmy na klatce ja dalej się darłam ile tylko miałam siły w płucach, a uwierzcie mi, że ja potrafię się wydrzeć. Sergio zamknął drzwi i wyszedł przed klatkę.
- Nie drzyj się, bo to i tak ci nic nie da. – powiedział chowając MOJE klucze do kieszeni. – Postawię cię, kiedy przestaniesz. – dodał.
- No dobra, już dobra.
- Ale nie uciekniesz? – upewniał się.
- I tak mi klucze zabrałeś. – warknęłam. Sergio postawił mnie na ziemi, a moją pierwszą reakcją było odwrócenie się na pięcie i big przed siebie w stronę parku przy naszym bloku. Oczywiście chłopak z okrzykiem „za co?!”  pobiegł za mną. Kiedy wbiegłam do parku postanowiłam, że będę się chować za drzewami, ale jak na razie muszę go zgubić. Pobiegłam więc w stronę drzew i kiedy uznałam, że mnie nie widzi weszłam za jedno. Poczekałam chwilę i odwróciłam się. Okazało się, że stał za mną z wrednym uśmieszkiem przyklejonym do tej jego przystojnej twarzy. Niepotrzebne skreślić. Kiedy chciałam znów uciec położył ręce na drzewie na wysokości moich ramion po obu stronach.
- Nie uciekaj więcej, bo rozłościsz wilka. – powiedział prosto do mojego ucha, a mnie ciarki przeszły po plecach.
- Żadnego tu nie widzę. – powiedziałam, żeby jakoś przedłużyć ponowne przerzucenie mnie sobie przez ramię i jakoś znaleźć wyjście z całej tej sytuacji.
- Właśnie przed tobą stoi. – usta stopera wcale nie oddalały się od mojego ucha. Nie, żeby mi to jakoś przeszkadzało, ale jednak utrudnia mi to ponowną ucieczkę.
- Pokaż mi go, to uwierzę. – właśnie obmyśliłam plan ucieczki.
- Nie pomagasz sobie. – powiedział, a ja kucnęłam tak, żeby udało mi się uciec i od razu wstałam, ale poza zasięgiem jego rąk. Nie czekając za długo znowu zaczęłam biec. Tym razem nie zatrzymywałam się nigdzie. Jednak było jeszcze coś. Sergio naprawdę się wkurzył i kiedy byłam przy którymś drzewie dogonił mnie i zrobił to samo, co wcześniej, ale tym razem dłonie ułożył na wysokości mojej szyi tak, żebym nie mogła wykonać tego manewru, co wcześniej.  Zaklęłam na to pod nosem.
- Co teraz zrobisz Księżniczko? – zapytał patrząc mi w oczy, na co ja obrzuciłam go wściekłym spojrzeniem. – Wiedziałem, że nic. – zaśmiał się.
- Zawsze mogę zrobić to, tylko mocniej. – powiedziałam podnosząc kolano tak, żeby go poczuł wiecie gdzie. On mi na to odpowiedział przyciśnięciem mnie do drzewa całym swoim cielskiem. Nie, żeby coś, ale jednak 75 kilogramów czystej masy Sergio Ramosa jest ciężkie. 
- Jednak nie. – zaśmiał się. – Dlaczego tak strasznie nie chcesz ze mną pójść. – dodał.
- Nie powiedziałam, że nie chcę.
- Więc dlaczego uciekasz?
- Bo lubię się droczyć z innymi. – powiedziałam, a on zaśmiał się i bezceremonialnie mnie pocałował. Jego usta były delikatne. Zamknęłam oczy. Nie narzucał się, jak niektóre chłopaki. Jednak, kiedy chciałam odsunąć się on położył rękę z tyłu mojej głowy i nie pozwolił mi się wycofać. Kiedy jęknęłam z tego powodu moje usta lekko się rozchyliły to też wykorzystał i wtargnął swoim językiem do mojej buzi. Po jakimś czasie odsunął się ode mnie. Dalej nie otwierałam oczu. Byliśmy teraz w innej pozycji, ponieważ stoper nie przygniatał mnie już do drzew, tylko przytulał. A co jeśli powie, żebyśmy zapomnieli? Na samą myśl pod powiekami zebrały mi się łzy, a jedna poleciała po moim policzku. Chciałam ją wytrzeć, ale nie zdążyłam i Sergio niestety zauważył, że mam na twarzy jedną jedyną mokrą kreskę.
- Czemu płaczesz? – spytał podnosząc rękę i wycierając mój policzek kciukiem. Kiedy to zrobił skierowałam głowę w dół tak, żeby nie zobaczył, że na mojej twarzy jest teraz pełno mokrych kresek. – Jeżeli nie chciałaś, to przepraszam. – powiedział łapiąc mój podbródek tak, żebym popatrzyła mu w oczy. Na początku stawiałam opór, ale w końcu się poddałam.
- Chciałam, bardzo. – powiedziałam prawie szeptem, ale tak, żeby usłyszał.
- Więc dlaczego płaczesz? – ponowił pytanie.
- Bo wiem, że ty zaraz pójdziesz i mnie zostawisz.
- Stoję tu i nie zamierzam nigdzie iść. – zapewnił i jakby dla potwierdzenia tego, co powiedział ponownie mnie pocałował, ale tera jakby odważniej. Tym razem wiedział, że mu na to pozwolę. – Chodź. Pójdziemy do ciebie, umyjesz buzię i pojedziemy tam, gdzie chciałem. – powiedział, a ja pokiwałam głową, że się zgadzam. Sergio wziął mnie za rękę i poprowadził do domu. Dał mi klucze, żebym otworzyła drzwi i weszliśmy do środka. Umycie się zajęło mi pięć minut. Wyszliśmy przed drzwi, a ja je zamknęłam. Tym razem włożyłam jednak kluczyk za doniczkę przy naszych drzwiach.
- Po co to? – zaśmiał się Sergio.
- Jakby Noela wróciła. – odpowiedziałam. – Chociaż wątpię. – dodałam po chwili namysłu. Wyszliśmy z klatki i stanęliśmy przy motorze stopera. Oczy mi się zaświeciły. Zawsze chciałam taki mieć, ale rodzice powiedzieli, że takiego czegoś na pewno od nich nie dostanę, a sama sobie nie kupię, bo mnie najzwyczajniej w świecie nie stać.
- Podoba ci się? – usłyszałam przy uchu i poczułam, jak El Lobo obejmuje mnie w pasie od tyłu.
- Bardzo. – odpowiedziałam dotykając jego dłoni swoimi. Są bardzo delikatne, jak na męskie.
- Chcesz poprowadzić?
- A mogę? – zapytałam.
- Jeżeli masz prawo jazdy na motory. – odpowiedział, a mi oczy się zaświeciły. Wyjęłam z kieszeni portfel, a z niego prawo jazdy na motory, najlepszy prezent na osiemnastkę, jaki kiedykolwiek mogłam sobie zrobić. Czego rodzice nie wiedzą, to ich nie boli. – Masz kask i siadaj. – zaśmiał się widząc, jak szczerze się do swojego małego cudeńka. Nie mówiąc nic po prostu wzięłam od niego kask, który wyjął ze schowka i go założyłam, po czym usiadłam na motorze, a Sergio za mną.
- Dokąd mam jechać? – zapytałam.
- Jedź do głównego rynku, a potem zmiana. – nie protestując pojechałam w wyznaczonym kierunku.

NOELA

  Właśnie wychodzimy z restauracji. Oczywiście Fabio nie chciał mi powiedzieć, ile zapłacił. Wsiedliśmy do samochodu chłopaka. Po jakimś czasie zorientowałam się, że nie jedziemy do mnie.
- Gdzie mnie zabierasz?  - zapytałam zdziwiona.
- Już nie długo się dowiesz. – odpowiedział. Wywróciłam oczami i wróciłam do obserwowania widoków za oknem. Było już całkiem ciemno. Zastanawiam się, co robi Sandra. Po jakimś czasie Fabio zjechał na pobocze. Nie wiem, gdzie mnie wywiózł i nie obchodzi mnie to. Ważne, że jest.
- Chodź. – powiedział łapiąc mnie za rękę. Po chwili staliśmy na dość sporym wzniesieniu. Widać z stąd było Manzanares (rzeka nad którą leży Madryt. <przyp. Autora>). Poczułam, jak chłopak obejmuje mnie od tyłu.  – Bardzo lubię tu przychodzić.
- Pięknie tu jest. – zachwycałam się. Poczułam, jak Fabio odwraca mnie do siebie przodem, a później patrzy mi w oczy.
- Noe. Jesteś … Jak by … Ech. Mam do ciebie pytanie. – pokiwałam się głową, że słucham. – Chciałbym … Czy … Pieprzyć to! – krzyknął, po czym wpił się w moje wargi z całej siły. – Noe, zostań moją dziewczyną. – wyszeptał pomiędzy pocałunkami. Popatrzyłam mu prosto w oczy.
- O niczym innym nie marzę.
- Więc się zgadzasz?
- Oczywiście. – powiedziałam, po czym pocałowałam go tak, jak on mnie wcześniej. Poszliśmy do samochodu. Nie wróciłam już dziś do domu, ale to co przeżyłam z Fabio było najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Nie żałuję, że to on był pierwszym chłopakiem, któremu się w pełni oddałam, bo to on jest moim ideałem.

SANDRA

    Siedzimy właśnie w parku na ławce i jemy lody. Sergio zabrał mnie na żużel. Cieszyłam się, jak małe dziecko, które dostało zabawkę.
- Podobało ci się?
- Przecież wiesz, że bardzo. – odparłam.
- Ale to nawet nie wyglądało, jak randka.
- Ależ oczywiście, że wyglądało. – powiedziałam. – Nie jestem normalną dziewczyną. Nie lubię siedzieć w kinie, albo restauracji. Nie przerywaj. – powiedziałam, kiedy chciał coś powiedzieć. – Nie lubię szpilek i sukienek. Owszem, zakładam je, ale w ostateczności. Wole wytarzać się w żużlu niż  myśleć, co mi wypada, a co nie. Nie nawidze, jak czegoś mi nie wolno. – przerwałam, kiedy zobaczyłam, że Sergio uśmiecha się do mnie zadziornie. – No co?
- Jesteś idealna. – powiedział, na co ja się zarumieniłam. – Zostań moją dziewczyną. – wypalił nagle patrząc na mnie.
- Mówisz serio, czy sobie ze mnie żartujesz? – zapytałam zdziwiona, na co on zaśmiał się, podszedł do mnie i mnie po prostu pocałował.
- Więc jak? – zapytał, a tym razem, to ja go pocałowałam.
- A jak myślisz? – zapytałam i uśmiechnęłam się.
     Później pojechaliśmy do Sergio. Nie muszę chyba mówić, co się tam stało. Nie żałuję. Bo on jest moim ideałem. 

 _______________________________

Pamparapam !! Nowy rozdział. Nie podoba mi się, ale jak narazie jest chyba najdłuższy ze wszystkich. Taki całuśny :* Do obaczenia za tydzień, albo wcześniej :>




Tylko błagam, nie obrażajcie się :)